Jeździsz tą samą trasą, tankujesz podobnie, a średnie spalanie nagle rośnie? Często winny jest drobiazg, który łatwo zlekceważyć: za niskie ciśnienie w oponach. Gdy opona ugina się bardziej, niż przewidział producent, rośnie opór toczenia, więc silnik musi wykonać więcej pracy na każdym kilometrze.
Skąd bierze się wyższe spalanie
Problem nie musi być widoczny gołym okiem. Opona może nie wyglądać na wyraźny „kapcień”, a mimo to niewielki ubytek powietrza potrafi podnieść zużycie paliwa o kilka procent. Różnica zwykle mocniej wychodzi w trasie, przy wyższych prędkościach, z bagażem lub w cięższym samochodzie.
Na tym koszt się nie kończy. Zbyt miękka opona mocniej pracuje i szybciej ściera barki, czyli zewnętrzne części bieżnika. W praktyce płaci się więc dwa razy: częściej na stacji i wcześniej przy wymianie opon. Dlatego od kontroli ciśnienia warto zacząć, zanim uzna się, że auto po prostu więcej pali.
Pomiar w kilka minut
Pierwsza kontrola jest prosta i zwykle tania. Najlepiej robić ją na zimnych oponach, czyli przed jazdą albo po bardzo krótkim odcinku, bo wtedy wynik jest najbardziej miarodajny.
- Porównaj odczyt z manometru z wartościami z naklejki na słupku drzwi, klapce wlewu lub w instrukcji.
- Upewnij się, że patrzysz na ciśnienie przewidziane dla zwykłego obciążenia, a nie dla innego wariantu załadunku.
- Obejrzyj oponę z boku i od czoła. Miękki wygląd, mocniej starte krawędzie albo ospalsze ruszanie często wskazują na zbyt niskie ciśnienie.
- Nie ignoruj kontrolki TPMS. Taki sygnał nie zawsze oznacza przebicie, ale prawie zawsze oznacza, że trzeba zmierzyć ciśnienie, a nie tylko rzucić okiem na koło.
Gdy powietrze znika ponownie
Jeśli po dopompowaniu jedno koło znów traci ciśnienie po kilku dniach albo po tygodniu, samą korektą zwykle nie da się sprawy zamknąć. Przyczyną może być wentyl, felga albo drobne uszkodzenie opony. Zmiana temperatury czasem ma znaczenie, ale regularny spadek częściej wskazuje na nieszczelność